Stąd: http://mediologia.pl/klska-sieci.html
„Światowa pajęczyna” jak nazywają specjaliści Internet, po okresie początkowej euforii, zaczyna coraz bardziej przypominać świat pracowitych owadów, w którym człowiek doprowadzony przez media do ślepoty, zmienia się powoli - za sprawą sztucznych organów, zmian genetycznych i podłączenia obwodów informacyjnych do jego mózgu – w syntetyczna mrówkę, całkowicie sterowalną przez otaczającego go zewsząd ekrany, które pełnia rolę „technologicznego instynktu”. Radio stworzyło m.in. Hitlera. Czy Internet doprowadzi do panowania nowego typu totalitaryzmu ?
***
Internet miał zmienić świat w komunikacyjny raj w którym wszyscy ze wszystkimi – biedni z bogatymi głupi z mądrymi, piękni z brzydkimi - będą rozmawiali, wymieniali opinię i dzięki tym elektronicznym rozmowym i strumieniowi nieprzerwanego dialogu oplatającego kule ziemską radykalne zróżnicowania między ludźmi i narodami zanikną lub przynajmniej nie będą doprowadzały do konfliktów a sztuka dzieki poszerzeniu wyobraźnii jednych i drugich zmieni szarych zjadaczy chleba w artystów i rozkwitnie jak pod dotknieciem czarodziejskiej różdżki. Internet rewolucjonizuje – tezy tej nie trzeba udawadniać : jest oczywistością - nasze życie codzienne, społeczne, artystyczne, „światowa pajeczyna” – jak go nazywaja internauci – miała w zamyśle jego twórców wywrócić do góry nogami systemy polityczne upowszechniając t.z.w demokracje bezpośrednią której potencjalnym zadaniem jest ograniczenie wszechpotężnej biurokracji tłumiącej od zawsze aktywność społeczną obywateli. Internet – od początków swego istnienia – wzbudzał nadzieje na realizacje ponadnarodowego porozumienia się wszystkich ludzi, na wyeliminowanie z życia politycznego wojen, na likwidacje nędzy i rażących różnic ekonomicznych miedzy ludźmi i narodami, „światowa pajęczyna” była realizacją odwiecznych marzeń filozofów o świecie rządzonym przez rozum a nie emocje i plemienno-narodowe stereotypy.
Według twórców Internetu, każdy użytkownik „światowej sieci” stawał się mieszkańcem „globalnej wioski” w której wszyscy z jednej strony mieli równy dostęp do informacji z drugiej zaś mogli dowolną informacje upublicznić,dzieki czemu stawali się aktywnymi uczestnikami procesów politycznych i społecznych. Internet miał umożliwić utworzenie demokracji deliberacyjnej zakładającej wykorzystanie nowych interakcyjnych technologii teleinformacyjnych do stałego dialogu władzy i obywateli. Według opinii Sądu Najwyższego USA wyrażonej pod koniec lat 90-tych XX wieku : „Korzystając z czatów, kazda osoba wyposażona w linie telefoniczną może zostać heroldem miejskim, którego głos będzie rozbrzmiewał dalej niż z jakiejkolwiek mównicy. Dzięki witrynom internetowym, masowej korespondencji elektronicznej i grupom, dyskusyjnym taka osoba może zostać autorem broszur polemicznych” [1].
Co zostało z tych nadzieji – na demokratyzującą i kontrolująca media role Internetu – po, wiecej niż 20 latach jego funkcjonowania ? Badacze t.z.w topologi Internetu (czyli portali, blogów i.t.d) są zgodni, że z pierwotnych marzeń hippisów, - ich egalitarny i wolnościowy system wartości przyczynił się w decydujacy sposób do powstania i upowszechnienia „światowej pajeczyny” – o globalnej elektronicznej wiosce w której każdy zabiera głos w sprawach publicznych, zostało niewiele lub zgoła nic. W Internecie mamy do czynienia z nadmiarem informacji, za dużo opini, spostrzeżeń i punktów widzenia uniemożliwia ich ogarnięcie co w konsekwencji prowadzi do coraz większego szumu informacyjnego. Wszechobecność informacji przy jednoczesnym braku – to opinia Cassa Sunsteina z Republic.com – ośrodków jej integracji doprowadzi do fragmentaryzacji dyskusji polegającej na tym, ze jednostki będą postrzegać świat przez witryny dostosowane intelektualnie i emocjonalnie tylko do własnych potrzeb co wyeliminuje możliwość dyskusji z odrębnym punktem widzenia.
Fragmentaryzacja dyskursu publicznego może doprowadzić w efekcie do skrajnej polaryzacji, bowiem kiedy informacje i opinie sa wspólne jedynie dla grup podobnie myślacych ludzi wtedy zaczynają oni wzmacniać je wzajemnie nie dopuszczając poglądów alternatywnych. Dyskurs publiczny się coraz bardziej radykalizuje co może doprowadzić do zaniku społecznego dialogu. Globalny elektroniczny raj zmienia się – jak zauwazył dowcipnie internauta - w kulturową pustynie po której grasują hordy barbarzyńców uzbrojonych w niewidoczne gołym okiem komputery.
Badania wykazały także, ze uwaga internautów jest znacznie bardziej skoncentrowana niż sadzono kilka lat wczesniej. Do niewielkiej liczby witryn prowadzi wiele linków. Wbrew oczekiwaniom członków Sądu Najwyższego – pobrzmiewa w nich tęsknota za heroicznym okresem rewolucji angielskiej, kiedy to zaroiło się po raz pierwszy w historii od „broszur polemicznych” – ogromna większośc mówców nie jest po prostu wysłuchiwana. Innymi słowy za uzyskanie widocznośći trzeba w Internecie płaćić, co w praktyce oznacza powielenie modelu środków masowego przekazu. W artykule opublikowanym w 2003 r. jeden z najwybitniejszych badaczy Internetu, Albert Laszlo Barabasi stwierdził :” Tym co okazało się najbardziej intrygujące po stworzeniu mapy sieci WWW, był całkowity brak w tej sieci demokracji, sprawiedliwości i wartości egalitarnych”. Prawa rządzace Internetem uniemożliwiają dostrzeżenie czegokolwiek z wyjątkiem garstki z miliardów dokumentów. Potencjał demokratyczny Internetu był tylko utopią. Niektórzy polscy publicyści byli wręcz przekonani, że Internet otwiera nową epokę : „A jednak pod koniec XX wieku pojawił się niezwykły wynalazek : internet. Nagle każdy może rozmawiać z (prawie) każdym i każdy do każdego może napisać. Tzw. Blogosfera stanowi siłę podważajacą scentralizowane uniwersum mediów. W USA jej powstanie odcisneło się już na wielkiej polityce : wiekszość autorów blogów bowiem jest przychylna republikanom i tocza oni prawdziwa medialna wojnę z mediami tradycyjnymi /liberalnymi – przyp mój/. XXI stulecie zaczyna się więc prawdziwa rewolucją.”. [2] . Niestety mylili się.
Paweł Paleczny - cdn.
[1] cytat za : Yochai Benkler – „Bogactwo sieci” Warszawa 2008 r. - str 226
[2] Patrz Piotr Skórzyński „Władza mediów” – Arcana nr 69 - 3/2006
[3] Patrz : Carl. Shapiro, Hal R. Varian „Information rules. A Strategic Guide to the Network Economy” Harvard Business School Press - 1998
[4] Patrz – Daniel Bell „Kulturowe sprzeczności kapitalizmu” Warszawa 1998 – Wydawnictwo Naukowe PWN str 333
„Światowa pajęczyna” jak nazywają specjaliści Internet, po okresie początkowej euforii, zaczyna coraz bardziej przypominać świat pracowitych owadów, w którym człowiek doprowadzony przez media do ślepoty, zmienia się powoli - za sprawą sztucznych organów, zmian genetycznych i podłączenia obwodów informacyjnych do jego mózgu – w syntetyczna mrówkę, całkowicie sterowalną przez otaczającego go zewsząd ekrany, które pełnia rolę „technologicznego instynktu”. Radio stworzyło m.in. Hitlera. Czy Internet doprowadzi do panowania nowego typu totalitaryzmu ?
***
Internet miał zmienić świat w komunikacyjny raj w którym wszyscy ze wszystkimi – biedni z bogatymi głupi z mądrymi, piękni z brzydkimi - będą rozmawiali, wymieniali opinię i dzięki tym elektronicznym rozmowym i strumieniowi nieprzerwanego dialogu oplatającego kule ziemską radykalne zróżnicowania między ludźmi i narodami zanikną lub przynajmniej nie będą doprowadzały do konfliktów a sztuka dzieki poszerzeniu wyobraźnii jednych i drugich zmieni szarych zjadaczy chleba w artystów i rozkwitnie jak pod dotknieciem czarodziejskiej różdżki. Internet rewolucjonizuje – tezy tej nie trzeba udawadniać : jest oczywistością - nasze życie codzienne, społeczne, artystyczne, „światowa pajeczyna” – jak go nazywaja internauci – miała w zamyśle jego twórców wywrócić do góry nogami systemy polityczne upowszechniając t.z.w demokracje bezpośrednią której potencjalnym zadaniem jest ograniczenie wszechpotężnej biurokracji tłumiącej od zawsze aktywność społeczną obywateli. Internet – od początków swego istnienia – wzbudzał nadzieje na realizacje ponadnarodowego porozumienia się wszystkich ludzi, na wyeliminowanie z życia politycznego wojen, na likwidacje nędzy i rażących różnic ekonomicznych miedzy ludźmi i narodami, „światowa pajęczyna” była realizacją odwiecznych marzeń filozofów o świecie rządzonym przez rozum a nie emocje i plemienno-narodowe stereotypy.
Internet – kulturowa pustynia
Według twórców Internetu, każdy użytkownik „światowej sieci” stawał się mieszkańcem „globalnej wioski” w której wszyscy z jednej strony mieli równy dostęp do informacji z drugiej zaś mogli dowolną informacje upublicznić,dzieki czemu stawali się aktywnymi uczestnikami procesów politycznych i społecznych. Internet miał umożliwić utworzenie demokracji deliberacyjnej zakładającej wykorzystanie nowych interakcyjnych technologii teleinformacyjnych do stałego dialogu władzy i obywateli. Według opinii Sądu Najwyższego USA wyrażonej pod koniec lat 90-tych XX wieku : „Korzystając z czatów, kazda osoba wyposażona w linie telefoniczną może zostać heroldem miejskim, którego głos będzie rozbrzmiewał dalej niż z jakiejkolwiek mównicy. Dzięki witrynom internetowym, masowej korespondencji elektronicznej i grupom, dyskusyjnym taka osoba może zostać autorem broszur polemicznych” [1].
Co zostało z tych nadzieji – na demokratyzującą i kontrolująca media role Internetu – po, wiecej niż 20 latach jego funkcjonowania ? Badacze t.z.w topologi Internetu (czyli portali, blogów i.t.d) są zgodni, że z pierwotnych marzeń hippisów, - ich egalitarny i wolnościowy system wartości przyczynił się w decydujacy sposób do powstania i upowszechnienia „światowej pajeczyny” – o globalnej elektronicznej wiosce w której każdy zabiera głos w sprawach publicznych, zostało niewiele lub zgoła nic. W Internecie mamy do czynienia z nadmiarem informacji, za dużo opini, spostrzeżeń i punktów widzenia uniemożliwia ich ogarnięcie co w konsekwencji prowadzi do coraz większego szumu informacyjnego. Wszechobecność informacji przy jednoczesnym braku – to opinia Cassa Sunsteina z Republic.com – ośrodków jej integracji doprowadzi do fragmentaryzacji dyskusji polegającej na tym, ze jednostki będą postrzegać świat przez witryny dostosowane intelektualnie i emocjonalnie tylko do własnych potrzeb co wyeliminuje możliwość dyskusji z odrębnym punktem widzenia.
Fragmentaryzacja dyskursu publicznego może doprowadzić w efekcie do skrajnej polaryzacji, bowiem kiedy informacje i opinie sa wspólne jedynie dla grup podobnie myślacych ludzi wtedy zaczynają oni wzmacniać je wzajemnie nie dopuszczając poglądów alternatywnych. Dyskurs publiczny się coraz bardziej radykalizuje co może doprowadzić do zaniku społecznego dialogu. Globalny elektroniczny raj zmienia się – jak zauwazył dowcipnie internauta - w kulturową pustynie po której grasują hordy barbarzyńców uzbrojonych w niewidoczne gołym okiem komputery.
Internet – zaprzeczenie demokracji
Badania przeprowadzone w 2005 roku w USA - pośrednio potwierdziły te hipotezy, chociaż nie całkowicie. Okazało się bowiem, że zaledwie 10% linków w dowolnie wybranym portalu politycznym prowadziło do portalu po drugiej stronie ideologicznej barykady. Obraz , który się z tego wyłania świadczy o istnieniu w Internecie dwóch odrębnych światów (konserwatywnego i liberalnego), które nie komunikuja się miedzy sobą czyli w sieci liberałowie rozmawiaja z liberałami a konserwatyści z konserwatystami.Ta pesymistyczna konstatacja została z czasem skorygowana, ponieważ dodatkowe badania wykazały, że isntnieją jednak linki na stronicach liberalnych przywołujące portale konserwatywne i vice-versa, jednak – ku zdziwieniu badaczy - to konserwatyści tworzą więcej połączeń z witrynami liberalnymi. Zwolennikami „społeczeństwa otwartego” światopoglądowych dyskusji, dialogu są – wbrew obowiązującemu stereotypowi - konserwatyści a nie liberałowie. Innymi słowy konserwatysci sa liberalniejsi od liberałów.Badania wykazały także, ze uwaga internautów jest znacznie bardziej skoncentrowana niż sadzono kilka lat wczesniej. Do niewielkiej liczby witryn prowadzi wiele linków. Wbrew oczekiwaniom członków Sądu Najwyższego – pobrzmiewa w nich tęsknota za heroicznym okresem rewolucji angielskiej, kiedy to zaroiło się po raz pierwszy w historii od „broszur polemicznych” – ogromna większośc mówców nie jest po prostu wysłuchiwana. Innymi słowy za uzyskanie widocznośći trzeba w Internecie płaćić, co w praktyce oznacza powielenie modelu środków masowego przekazu. W artykule opublikowanym w 2003 r. jeden z najwybitniejszych badaczy Internetu, Albert Laszlo Barabasi stwierdził :” Tym co okazało się najbardziej intrygujące po stworzeniu mapy sieci WWW, był całkowity brak w tej sieci demokracji, sprawiedliwości i wartości egalitarnych”. Prawa rządzace Internetem uniemożliwiają dostrzeżenie czegokolwiek z wyjątkiem garstki z miliardów dokumentów. Potencjał demokratyczny Internetu był tylko utopią. Niektórzy polscy publicyści byli wręcz przekonani, że Internet otwiera nową epokę : „A jednak pod koniec XX wieku pojawił się niezwykły wynalazek : internet. Nagle każdy może rozmawiać z (prawie) każdym i każdy do każdego może napisać. Tzw. Blogosfera stanowi siłę podważajacą scentralizowane uniwersum mediów. W USA jej powstanie odcisneło się już na wielkiej polityce : wiekszość autorów blogów bowiem jest przychylna republikanom i tocza oni prawdziwa medialna wojnę z mediami tradycyjnymi /liberalnymi – przyp mój/. XXI stulecie zaczyna się więc prawdziwa rewolucją.”. [2] . Niestety mylili się.
Internet – raj dla reklamy
Co gorsza wydaje się, że funkcjonowanie Internetu jest skorelowane z naczelnym prawem gospodarki elektronicznej które mówi, że w społeczeństwie informacyjnym uwaga klienta jest dobrem wyjątkowo rzadkim, i aby ją u potencjalnego konsumenta wywołać trzeba zainwestować ogromne sumy w marketing. [3]. Jednak krach dziecinnej wiary dzieci-kwiatów, że Internet przyczyni się do rozkwitu demokracji i międzyludzkiego porozumienia, nie jest bynajmniej najgroźniejszym skutkiem globalnego upowszechnienia „światowej pajeczyny” w ciągu ostatnich 20 lat. Internet – a tego twierdzenia nie trzeba udawadniać - w praktyce powiela model funkcjonowania środków masowego przekazu, przedewszystkim telewizji, upowszechnia w specyficzny sposób kulture wizualną. Jak kultura obrazu i ekranu zmienia nasze myślenie ? Czy jest ona kompatybilna z gospodarką opartą na wiedzy a wiec na nauce czy przeciwnie pomiedzy „obrazami” i „wiedzą” istnieje sprzeczność, która może doprowadzić do coraż wiekszej irracjonalizacji życia społecznego i gospodarczego ? Pytania wydaja się retoryczne bowiem już D.Bell w książce opublikowanej w 1973 roku zauwazył, że : „Prawda jest, jak sądze, ze kultura współczesna to raczej kultura obrazu niż druku. /…/. Wzgledne znaczenie druku i obrazu w kształtowaniu wiedzy ma jednak swoje konsekwencje dla spójności kultury. Druk pozwala na spokojne zastanowienie się nad tekstem i na dialog : nie tylko kladzie nacisk na poznanie i na znaczenie symboliczne, ale - co najważniejsze – na sposób konceptualizacji myśli. Media wizualne – mam na myśli film i telewizje – narzucają widzowi swe tempo i, kładąc nacisk raczej na obraz niż na słowo, skłaniaja nie do konceptualizacji, lecz do dramatyzacji.”. [4] Od momentu napisania tych słów mineło 37 lat , komputery zawojowały świat a internet połączył ludzi w jedną globalną wioskę.Paweł Paleczny - cdn.
[1] cytat za : Yochai Benkler – „Bogactwo sieci” Warszawa 2008 r. - str 226
[2] Patrz Piotr Skórzyński „Władza mediów” – Arcana nr 69 - 3/2006
[3] Patrz : Carl. Shapiro, Hal R. Varian „Information rules. A Strategic Guide to the Network Economy” Harvard Business School Press - 1998
[4] Patrz – Daniel Bell „Kulturowe sprzeczności kapitalizmu” Warszawa 1998 – Wydawnictwo Naukowe PWN str 333
0 comments:
Post a Comment